Czuje sie w tym momencie jak Alicja w krainie czarów – im dłużej patrzę na ten problem, tym głębiej zapadam się w jego odchłanie, gubiąc drogę wyjścia… Podczas gdy prawica zatraca się na granicy nacjonalizmu, a nawet faszyzmu, lewica gubi własny język, a środek przestał się wogóle odzywać. Nic dziwnego, trudno w takich warunkach o racjonalną czy zbalansowaną debatę.

Trzeba więc może zastanowić się troszkę głębiej nad tym naszym językiem. Może nawet pewnego rodzaju upadkiem językowym. Zagubiliśmy się tak bardzo w wojnie między prawą i lewą stroną, że nie potrafimy już ze sobą po ludzku rozmawiać, zastanowić się zanim coś powiemy.

Kiedy feministki poruszają ten temat, wielka część społeczeństwa, nawet ta lewicowa, z którą zasadniczo większość z nas się identyfikuje, odpowiada nam, że ‘histeryzujemy’ (co samo w sobie jest ciekawym użyciem języka, ale o tym więcej dalej). Przecież jak Owsiak powiedział o Pawłowicz, że seks rozwiązałby wszystkie jej problemy, to był tylko głupi żart… Co ciekawe, z wypowiedzi samego Owsiaka wynika, że mówił całkiem poważnie – jego komentarz był wynikiem troski o zdrowie psychiczne pani P., jak tłumaczy sam zainteresowany.

Więc gdzie tkwi prawda? Z perspektywy feministycznej, to co powiedział Owsiak można jak najbardziej interpretować jako wyraz seksizmu, świadomy czy nie. Połowa społeczeństwa się śmiała, co było dalszym dowodem owego seksizmu.

Deklarowane intencje Owsiaka zostawiając na moment na bok, zastanówmy się nad szerszą reakcją społeczeństwa, które Owsiaka broniło, śmiejąc się tym samym z jego wypowiedzi. Czy można w tym samym zdaniu śmiać się z tego co zostało powiedziane i bronić jego słów jako wyrazu troski o stan psychiczny pani P.? Jest to pewnego rodzaju logiczny dysonans. Nie śmialibyśmy się przecież gdyby naprawdę w grę wchodziła osoba poważnie chora, która potrzebuje pomocy! Próbowalibyśmy pewnie pomóc. Gdybyśmy nie mogli pomóc, może uronilibyśmy nawet kilka łez, czując bezradność, bezsilność wobec problemu?

Więc co tak bardzo poruszyło nas w sprawie Pawłowicz kontra Owsiak do śmiechu? Czyżby nie ukryty, głęboko zakorzeniony społecznie seksizm? Ukryta mizoginia w wypowiedzi Owsiaka? Teoria na której zbudowany został tego typu seksistowski stereotyp – że kobiety nieszczęśliwe zwyczajnie potrzebują odrobiny seksu, aby wszystkie ich problemy obróciły się w nicość – bazuje na ponad stuletniej już myśli tzw. ‘ojca’ psychoanalizy, Freuda. Mimo, że sama teoria seksualności kobiecej wg. Freuda, w praktykach profesjonalnych odeszła już w zasadzie do kart historii, jego wpływ na myśl społeczną i psychologię tzw. popularną, czy popową, nadal ma się całkiem dobrze. Stąd nasz śmiech. Śmiech z nieszczęścia drugiej osoby, jeżeli rzeczywiście wierzymy słowom Owsiaka, że pani P. potrzebuje pomocy, a jego wypowiedź była wyrazem troski o nią. Jakby się nad tym zastanowić – nasz śmiech w takim układzie zdarzeń jest okrutny…

Nie możemy rozmawiać o tym problemie nie biorąc pod uwagę szerszego kontekstu społecznego i politycznego. Nie możemy argumentować, że słów Owsiaka nie można interpretować jako seksizm tylko dlatego, że pani P. nie jest feministką. Feministki mogą nie lubić szczególnie pani P. za jej wypowiedzi o nas, ale nie usprawiedliwia to seksizmu – wobec niej ani żadnej innej kobiety. A śmiech wobec wypowiedzi Owsiaka zdradza ukryty, seksistowski podtekst jego słów.

Gdyby tak odwócić tego samego kota ogonem, mówąc szerzej, już nie o kobietach, tylko jak to politycy, najczęściej Ci prawicowi odnoszą się w obraźliwy sposób do opozycji, wtedy już nie uznajemy naszej reakcji, naszego oburzenia, do którego druga strona również nie przyznaje nam racji, za ‘histerię’. Nie zastanawiamy się przecież nad tym jakie to elementy ‘gorszego sortu’ mogły sprowokować taką a nie inną reakcję prawicy!

Wypada w tym momencie wspomnieć, że termin ‘histeria’ również wywodzi się z czasów Freuda, kiedy to wynaleziono specjalną chorobę na usprawiedliwienie, czy raczej uciszenie, frustracji kobiet. Warto też napomknąć, że tak się złożyło, iż akurat było to w tym samym czasie, kiedy sufrażystki zyskiwały szersze poparcie społeczne. Według sufrażystek, problemem kobiet był brak niezależności, na który cierpiały wtedy. Według Freuda, seksualna frustracja kobiet, lub zwyczajny – nie żartuję, taką teorię naprawdę miał ‘ojciec’ psychoanalizy – brak penisa…

Panowie, na wypadek gdyby to jeszcze nie było w tym miejscu jasne – sprostowanie – penis to nie magiczna różdżka – nie ulecza on chorób (prawdziwych czy też tych domniemanych)!

Oburzać się nie ma sensu, tak czy inaczej, ani na jedną, ani na drugą stronę. Trzeba o języku rozmawiać. A rozmawiać jest o czym, bo jak widać po obu stronach zagubiliśmy pewne podstawowe znaczenia językowe w tej wojnie między lewicą i prawicą. Ale jak już rozmawiamy, to o wszystkim, szczerze i otwarcie. Nie ma sensu obwiniać za wszystko drugiej strony. Trzeba przyznać się również do swoich błędów, do swojego ukrytego seksizmu, i innych zabobonów… A dopiero wtedy można naprawdę produktywnie dyskutować.

To co Owsiak powiedział, mogło być powiedziane głupim żartem, ale trzeba przyznać że był on seksistowski, nawet jeżeli było to nieświadome. Nawet jeżeli sam zainteresowany zasłania się dobrymi intencjami. Koniec. Kropka.

Najbardziej mnie, jako feministkę, boli to, że ci sami panowie, którzy w październiku ubiegłego roku stali z nami w dzień Strajku, ramię w ramię, okazując swe otwarte wsparcie dla kobiet broniących swoich praw rozrodczych, teraz śmieją się wraz z Owsiakiem z jego seksistowskich żartów, mimo tego, że z wypowiedzi samego pana O. wynika, iż on sam wcale nie żartował. W tej całej historii, Owsiak jest tylko czubkiem seksistowskiej góry lodowej, z którą musimy sobie poradzić. To co ta sytuacja jasno pokazała, to jak mało szacunku jako społeczeństwo mamy do kobiet, ale i do siebie na wzajem, i do naszego pięknego języka.

Jeżeli chcemy w pozytywny sposób wykorzystać tą sytuację – co jak najbardziej uważam, że powinniśmy zrobić – do poruszenia ważnej rozmowy o języku nienawiści, mizoginii, seksizmu, to powinniśmy zrobić to szczerze, zastanawiając się tym samym nad tym jak MY sami używamy języka. To samo tyczy się obu stron. Nie jest to łatwe zadanie, bo obie strony muszą być chętne do rozmowy, a to nie jest problem prosty do przeskoczenia. Ale przecież od czegoś trzeba zacząć.

Kiedy pani P. otrzymała przeprosiny od Owsiaka, jej wypowiedź jasno pokazała nam, że nie wszyscy są gotowi aby postawić ten krok. Nie tylko powiedziała, że przeprosiny jej nie zadowoliły, ale w tej samej wypowiedzi stwierdziła, między innymi, że feministki, które wspierały ją w zaistniałej sytuacji, nie są kobietami!

Długa więc droga przed nami…

Jednak pamiętając o tym, co większość z nas mówi na codzień – że nie chcemy debatować na poziomie inwektyw, bo przecież nie da się w ten sposób produktywnie rozmawiać – spróbujmy nie wyzywać drugiej strony do niekończącej się wojny na słowa za to co powiedziała pani P. czy pan O. Bo czym dobrym taka wojna może się skończyć? Zastanówmy się natomiast jak doprowadzić do konstruktywnej debaty o tym co jest w tym wszystkim naprawdę ważne – między innymi właśnie o języku, o kulturze rozmowy, o szacunku, o równości i wolności.