Polskie feministki osiągnęły coś naprawdę niesamowitego w zeszłym roku. Sytuacja w zasadzie, można powiedzieć, bezprecedensowa w polskiej historii. Można nawet pójść za tą myślą dalej i zaryzykować stwierdzenie, że bezprecedensowa w historii feminizmu.

To, co osiągneły polskie feministki w zaledwie parę krótkich miesięcy w 2016-tym roku, w zachodnim ruchu feministycznym zajmowało kobietom wiele lat. Feministki Drugiej fali w Stanach i Anglii miały za sobą często lata wypracowywania świadomości feministycznej, zanim postanowiły podjąć konkretne działania.
Właśnie świętujemy już ponad rocznicę ruchu Dziewuchy Dziewuchom. Ten blog dedykowany jest założycielkom, bo wydaje mi się, że to od nich wszystko się zaczęło.

W odpowiedzi na inicjatywę antyaborcyjną Ordo Iuris, w przeciągu zaledwie kilku tygodni, główna Dziewuchowa grupa na Facebook’u miała już dziesiątki tysięcy członkiń i rosła w siłę z godziny na godzinę. Zaskoczyło to chyba nas wszystkie: polskie feministki w kraju i mieszkające poza nim, ale również, a może i przede wszystkim, nasze zagraniczne siostry. Tak naprawdę mogę mówić tylko w swoim własnym imieniu, ale czytając feministyczną literaturę z Polski, wydaje mi się, że podobnego zdania były – przynajmniej do zeszłego roku – kobiety w Polsce.

Od dawien dawna wydawało mi się, że feminizm w Polsce to jest coś, co zwyczajnie nie przejdzie, przynajmniej nie na dużą skalę. Feminizm był dla mnie w kontekście Polski konceptem obcym, dziwnym, nieporęcznym. Mimo tego, że wszystkie Polskie kobiety, które znam są niesamowicie silne, ale siła ta funkcjonuje na zasadzie tzw. ‘Matki Polki’ – figury poniekąd fantastycznej, bądź mitycznej, bo bazującej na postaci matki Chrystusa, do tej pory będącej ideałem, niedoścignionym oczywiście dla większości kobiet w Polsce. ‘Dobra’ polska kobieta nigdy nie marudzi, przyjmuje dzielnie ‘na klatę’ wszystkie życiowe wyzwania, z uśmiechem na twarzy matkuje swoim dzieciom (i mężowi) i nigdy nie sięga po laury w związku ze swoją ‘naturalną’ kobiecą pracą. Można wręcz powiedzieć, że polskie kobiety z dumą przyjmują rolę Matki Polki. Osobiście, już w wieku lat 16-stu, matkowałam swoim braciom i czerpałam z tego faktu pewnego rodzaju satysfakcję. Mimo tego, że nie byłam ich matką i nie powinnam się zajmować braćmi, a mimo to już w wieku nastoletnim odgrywałam swoją rolę w sposób wyborowy. Jak na dobrą polską kobietę przystało… Albo tak przynajmniej wtedy myślałam.

A więc, nie ma się co dziwić, że w roku 2016, kiedy w Polsce na masową skalę, raptownie, obudził się feminizm był to dla mnie fakt nieco zaskakujący, fascynujący można powiedzieć. Szczerze mówiąc, do tej pory jest. W przeciągu zaledwie kilku tygodni, grupa główna Dziewuch miała już dziesiątki tysięcy członkiń, a chwilę potem zaczynały powstawać grupy lokalne, nie tylko w Polsce, ale też za granicą. W przeciągu sześciu miesięcy zorganizowałyśmy Strajk Kobiet, którego wydźwięk rozbrzmiał w Polsce i w wielu krajach na całym świecie, inspirując Międzynarodowy Strajk Kobiet pół roku później.

W przeciągu sześciu miesięcy zorganizowałyśmy Strajk Kobiet, którego wydźwięk rozbrzmiał w Polsce i w wielu krajach na całym świecie

Czarny Strajk w Poznaniu

Cały świat na nas patrzył. Otrzymywałyśmy wiadomości z podziękowaniami i wyrazami podziwu od kobiet z krajów tak odległych jak Korea i Nigeria.
Ale wydaje mi się, że w pewnym sensie najbardziej same patrzyłyśmy na siebie z podziwem, zdziwieniem i niedowierzaniem. Kiedy po raz pierwszy na grupie Dziewuch padło hasło Strajku, odezwało się wiele głosów powątpiewania, mówiących, że ta akcja nie ma sensu, że przecież to będzie wielka klapa… Ponieważ Strajk zwołano zaledwie na niecałe dwa tygodnie przed terminem, sama również miałam podobne wątpliwości. ‘Przecież nie mamy wystarczająco czasu!’ myślałam. ‘Przecież w Polsce nie ma wystarczająco poparcia dla praw kobiet, żeby to się udało!’ Ale jednak, mimo wszystko, uważałam, że jest to nasza najlepsza opcja na tamten czas. Nawet jeżeli się nie uda, to przynajmniej próbowałyśmy uratować nasze prawa przed straceniem.

Strajk udał się. I to jeszcze jak! Niesamowite zdjęcia z Warszawy, Wrocławia i Poznania dotarły do nas w oka mgnieniu wywołując łzy w oczach. Nie mogłyśmy uwierzyć, że akcja nie tylko udała się, ale przeszła nasze najśmielsze oczekiwania.

Już w dzień po strajku usłyszałyśmy, że rząd Polski postanowił wycofać poparcie dla ustawy antyaborcyjnej. W przeciągu kilku dni świetowałyśmy zwycięstwo.
Jednak rzeczywistość nie jest tak prosta. Właśnie jestesmy świadkami kolejnej ofensywy na prawa reprodukcyjne kobiet w Polsce. Rząd Polski pokazał kobietom, że słucha ich, że liczy się z naszym zdaniem. Ich obietnice były puste. Po ostatniej ofensywie na prawo dotyczące antykoncepcji awaryjnej, teraz pod obrady sejmu wraca inicjatywa antyaborcyjna. Rząd pokazał nam, że tak naprawdę nie interesuje się prawami kobiet. Tak naprawdę przestraszył się tylko mediów międzynarodowych i czekał tylko na lepszą okazję.
I lepsza okazja przyszła. Podczas gdy w zeszłym roku, kiedy atakowane były prawa rozrodcze kobiet w Polsce, jako że był to temat nowy i ekscytujący, interesowały się nim wszystkie międzynarodowe media. Teraz jest to już temat ‘wczorajszy’… Kiedy parę dni temu szukałam czegoś na temat w mediach angielsko-języcznych, artykuły sugerowane przez wyszukiwarkę były wyłącznie z zeszłego roku…

Jednak to, co najważniejsze i co daje mi nieustającą nadzieję, to fakt, że Dziewuchy w Polsce zaistniały. I nie tylko z powodu pojawienia się grupy kobiet gotowych do walki o swoje prawa w kraju, wydawałoby się, antytetycznym do feminizmu. Nadzieję daje przede wszystkim skala siły kobiet, które rozpoczęły tak ogromną falę protestu, że objęłą cały świat. W marcu tego roku ponad 50 krajów całego świata przyłączyło się do Międzynarodowego Strajku. A przede wszystkim to, jakie poczucie solidarności kobiet ta ogromna siła w nas obudziła. Teraz już żadna z nas nie przejmuje się głosami zwątpienia. Szczerze mówiąc, nie widzę wielu takich, którzy w siłę kobiet wątpią po październikowym Strajku. Za to coraz więcej słyszę wyrazów podziwu, a czasem wręcz zazdrości!

Nigdy nie zapomnę momentu, kiedy w dzień Strajku pod Ambasadą Polski w Londynie siedziałam sobie na uboczu. Odpoczywając już pod koniec wieczoru, usłyszałam za sobą męski głos: ‘kobiety robią rewolucję, a my co…?’ Odwróciłam się, z pewnym zdziwieniem, kierując prośbę o klaryfikację do owego pana. Po czym usłyszałam od niego, że pytanie, co prawda retoryczne, było całkiem szczere i bez cienia ironii. Wtedy jeszcze nie rozumiałam mocy tego pytania. Teraz już nie mam wątpliwości.

Uśpiona siła ‘Matek Polek’ została przebudzona w zeszłym roku. Dziewuchy poruszyły coś niesamowitego w sercach polskich kobiet. Strajk uświadczył nas w przekonaniu, że nie jest nas za mało, że nie można nas zmusić do milczenia, że jest w nas niesamowita siła, że nasza solidarność jest naszą najlepszą bronią. I że to, co krzyczałyśmy w Polsce i pod Ambasadami Polski w całej Europie i na świecie: ‘Beata, niestety, ten rząd obalą kobiety’ – ma niesamowitą moc i jest na dobrą sprawę tylko kwestią czasu.